„— Rozmawialiśmy u n;ego w izbie, w Huszczce Dużej — wspomina Zabłocki. — Był jakiś dziwny, w oczy nie patrzył, kręcił się. Drogą przejeżdżał ciągnik... Nagle wypadł z domu, wskoczył na ten ciągnik. Wyszedłem za nim na drogę. Ujechał kawałek, zeskoczył. Na poboczu stali jacyś ludzie. Podszedł do nich, zagadał, widziałem, że idą w stronę sklepu Stałem ciągle w tym samym miejscu, nie odchodziłem. Doczekałem się Wrócił i znowu się spotkaliśmy. Powtórzyłem pytanie, com mu je zadał zaraz na początku Co z wami będzie Znacie się prawie dwa ata, dom dla was mamy budować... Dalej nie patrzył w oczy. Mruknął coś ,,a co ma być", czy „będzie co będzie" i taka to była rozmo
Przyszłego teścia z przyszłym zięciem... — wzdycha, pochmurnieje. — Z zięciem! Z mordercą! Z przyszłym mordercą! Gdybym to ja wiedział, co mu po głowie chodzi... — zaciska pięści. — Gdybym lo ja wiedział!...
Ba! Gdyby wiedział. Mógł przypuszczać, ż« zrezygnuje z małżeństwa, że odstrasza go dziecko, które miało przyjść na świat. Tego mógł się spodziewać. Ale, że zabije!
— Wróciłem do domu — opowiada dalej. — Nie powiem, że miałem jakieś złe przeczucia. Co to, to nie. Basia pojechała do pracy na popołudnie, na drugą zmianę. Jak zwykle, gdy miała wracać późno, wyjechałem po nią ciągnikiem. Albo ja wyjeżdżałem. albo Waldek. Jutro tam pojedziemy, przejed.i my do szosy tą drogą, którą Basia zawsze chodziła na przystanek PKSu, zobaczy pan, jaka to droga. Taksówką się nie przejedzie (taksówką dziś jeszcze nazywają na wsi każdy osobowy samochód — przyp. J. M.). Na szosę nigdy nie wyjeżdżam. O parę metrów od niej jest mały skrawek jakby niczyjej ziemi, ni to ugór, ni to łąka... Na wprost przystanku. Tam zawracam i czekam. Tak było i tego wieczoru. Przyjechał autobus z Zamościa, ale Basia nie przyjechała. Myślałem spóźniła się, przyjedzie jakąś okazją. Mój Boże! — wstrząsnął się. palce, w których trzyma zapałkę drżą tak, że płomyk chwieje się jak na wietrze, i gaśnie. Zapalam mu papierosa. — Mój Boże! — zaciąga się łapczywie — Czekałem na nią przed przystankiem, a ona biedna leżała już nieżywa na polu. Przy innej szosie, zaraz za zakrętem, na Suchodębic. Od przystanku i kilometra nie będzie. Czekałem godzinę, dwie...“(3)
Zakłady Bukmacherskie |dom drewniany |Wakacje