„—Niech mój brat idzie za mną i weźmie konia za uzdę.
Zeskoczył na ziemię i ruszył pierwszy w takt kopyt uderzających z trzaskiem o skaliste podłoże. Karol — jeździec równin — nigdy jeszcze tak bardzo nie namordował się z własnym wierzchowcem. Koń otrzymany od Heartów również najpewniej całe swe życie spędził wśród płaszczyzn Wschodu, dlatego teraz szarpał uzdę i cofał się nie chcąc wstąpić na pochyłość. Schwytany za wędzidło tuż przy pysku, tuląc uszy i chrapiąc zdecydował się wreszcie wejść na piargi, ale nie zrezygnował całkowicie z oporu, próbując stanąć dęba, podrzucając głową i szczerząc zęby. Na szczęście pochyłość przeszła wkrótce w równy, skalny ganek. Po nim powędrowali dalej, aż do miejsca, gdzie pęknięcie pionowej ściany utworzyło coś w rodzaju obszernej groty. Toimniża wprowadził tam swego mustanga i przywiązał go linką do wbitego w ziemię kołka. Widać częstym musiał być tu gościem. Karol wydobył podobny patyk z juków siodła i kamieniem wbił go tak głęboko, jak na to zezwoliła twarda nawierzchnia. Kiedy koń został już przywiązany, Indianin powiedział
—Chodź. Po skalnym ganku szli aż do miejsca, w którym pionową skałę przedzielała pochyła rynna, prawdopodobnie wypłukana erozją. Toimniża wkroczył na nią pierwszy, odwrócił się i ski“(11)
<<<< Jeśli tak to gotów jestem
| Billot miał właśnie >>>>
Piły taśmowe |Plemiona |sylwester w polskich górach