„Margot siedziała na ziemi u jego stóp, głowę złożyła mu na kolanach. Policzki jej zarumieniły sic w radosnym podnieceniu, oczy gorzały, oddychała głęboko i z wysiłkiem. Z miłosnymi rumieńcami na twarzy nie wyglądała na więcej niż trzydzieści lat. Vincent, niezdolny do jakiegokolwiek uczucia, przesunął palce po delikatnej twarzy kobiety. Ujęła jego rękę, ucałowała żarliwie i przyłożyła do swego rozpalonego policzka. Po chwili szepnęła cicho
—Wiem, że mnie nie kochasz, Vincencie. Byłoby to zbyt śmiałe żądanie. Błagałam Boga jedynie o to, aby mi pozwolił kochać. Nawet we śnie nie marzyłam, że miłość moja będzie odwzajemniona. Samemu kochać, a nie być kochanym — to jest ważne, prawda, Vincencie
Pomyślał o Urszuli i Kay.
—Tak — odparł tylko.
Przywarła głową do jego kolana i spojrzała w górę na błękitne niebo.
— I pozwolisz mi towarzyszyć sobie, dobrze Gdy nie zechcesz mówić, będę siedziała cichutko obok ciebie i nie powiem ani słowa. Pozwól mi tylko być z tobą razem. Przyrzekam, że nie będę ci przeszkadzała w pracy.
— Oczywiście możesz chodzić ze mną, Margot. Ale powiedz mi, czemu nie wyjechałaś z Nuenen, skoro tu nie było nikogo Czy nie mogłaś pojechać dokądś w odwiedziny Czy brak ci było pieniędzy“(8)


Betsson |włodarzewska opinie |alveo